
Przez dwanaście lat trenował karate kyokushin, na które zapisała go mama. W tej dyscyplinie zdobył brązowy pas i był o krok od czarnego. Pandemia spowodowała jednak tymczasowe zamknięcie jego macierzystego klubu, a on już do niego nie wrócił – zamiast tego coraz bardziej interesował się teatrem. W liceum trafił do koła teatralnego Teatr Szpila, prowadzonego przez Artura Nowaka, gdzie poznał improwizację. Dziś nadal występuje z toruńskim środowiskiem improwizatorów w Kolektywie Teraz. Improwizacja jest dla niego przede wszystkim zabawą i sposobem na wyjście z głowy: w niej liczą się ciało, intuicja i bycie tu i teraz. W końcu nie wszystko trzeba wcześniej przemyśleć.
Do szkoły aktorskiej w Krakowie trafił w 2022 roku. Rozważał wcześniej dramaturgię i reżyserię, ale uznał, że najpierw chce poznać teatr od strony sceny. Wraz z grupą przyjaciół z roku założył Komunę 33. Zagrał Rocky'ego w Czyż nie dobija się koni?, przedstawieniu dyplomowym w reżyserii Wojtka Rodaka, gdzie jako demoniczny konferansjer mógł sprawdzić, jak to jest wodzić widownię za nos. W Grzybobraniu / Zimie nuklearnej Piotra Mateusza Wacha, swoim aktorskim debiucie, zmierzył się z najodważniejszą i najbardziej fizyczną rolą w dotychczasowej karierze. Za tę pracę otrzymał nagrodę za najlepszą grę aktorską na festiwalu FUGA w Słowenii. Z kolei w Sprawozdaniu dla Akademii na podstawie opowiadania Franza Kafki w reżyserii Macieja Gorczyńskiego grał małpkę – przygotowując się do roli, uczył się, obserwując prawdziwe zwierzęta. W krakowskim Teatrze Barakah występuje także w Requiem dla snów w reżyserii Michała Nowickiego, wymiennie z Markiem Puchowskim.
Pisać zaczął od wierszy. Występował na slamach poetyckich i dwukrotnie brał udział w Mistrzostwach Polski w Slamie. Dziś mówi, że slam to trochę bardziej sport niż poezja: jest adrenalina, rywalizacja i pokusa, żeby za wszelką cenę wygrać. W 2021 roku napisał monodram Unmuted, poświęcony ludzkiemu głosowi. Z perspektywy czasu widzi w nim za dużo publicystyki, ponieważ coraz bardziej interesują go relacje, a coraz mniej gotowe diagnozy rzeczywistości. Pisanie odłożył na dalszy plan, bo pochłania go aktorstwo, ale do własnych światów zamierza jeszcze wrócić.
Doświadczenie lockdownu podważyło jego wcześniejsze przekonanie, że świat jest w miarę przewidywalny. Być może właśnie dlatego ceni dziś w teatrze to, co nie daje się w pełni zaplanować: wspólne szukanie, ryzyko i możliwość realnego wpływu na kształt przedstawienia. Nie chce być tylko wykonawcą cudzej wizji. Największą satysfakcję daje mu praca, w której aktorzy mogą budować świat razem, a relacja na scenie pozostaje żywa także po wielu przedstawieniach.
W zespole Teatru Wybrzeże od 2026 roku